Kroniki Portowe Annie Proulx

UWAGA! W poniższej recenzji będę się rozpływać, pisać o odczuciach i takich tam, więc czytacie na własną odpowiedzialność 🙂

Annie Proulx to autorka z której twórczością zapoznałam się przy okazji Tajemnic Brokeback Mountain. Książka, której nigdy nie zapomnę. Czytałam dwa razy, widziałam film i obiecałam sobie, że to by było na tyle. Do całości dochodzi jeszcze rola nieodżałowanego przeze mnie Heath Ledgera. Całość wzbudziła we mnie takie emocje, że długo dochodziłam do siebie. W tym roku w moim życiu znów zagościła Annie Proulx. Najpierw była to powieść Drwale, którą z resztą już dziś określiłam jako najlepszą książkę jaką (dotychczas) przeczytałam w 2018 roku. No właśnie, tymczasem pojawiła się konkurencja Annie Proulx vs Annie Proulx i jej Kroniki Portowe.

Główny bohater powieści, Quoyle, to człowiek raczej nieudaczny. Wydawałoby się, że niewiele potrafi, do niczego się nie nadaje i niczego się nie nauczy. Żartem byłoby nazwać go człowiekiem sukcesu. Jest raczej skoczkiem od jednego zawodu do drugiego.  Jego życie nie jest też łatwiejsze dzięki kobiecie imieniem Petal – którą kocha. To trudna, nadpobudliwa istota, bez większych skrupułów. Jego miłość jest jednak bardzo silna i potrafi wybaczać wiele. Właściwie jedyne dobre co go spotkało to dwie córeczki, które też mógł utracić.

Życie lubi jednak bawić się kosztem Quoyle’a i funduje mu rodzinne tragedie. W tym śmierć Petal. Któregoś dnia nasz bohater postanawia wrócić w rodzinne strony. „Rzuca” przeszłość i jedzie w nowe miejsce, nie wiedząc jeszcze, że zbuduje swoją jakże nową przyszłość. Z jednej strony nikt go nie zna, ale z drugiej wszyscy wiedzą kim jest. Można powiedzieć, że właśnie tu zaczyna się historia.

Klimat powieści jest taki jak lubię najbardziej. Fabuła toczy się powoli, nie oczekujcie zatem szybkiego tempa i zwrotów akcji. Autorka chce nas wprowadzić nie tylko w życie bohaterów, ale też nakreślić ich otoczenie, stąd w książce możemy zapoznać się z  opisami, które mają czytelnika wprowadzić w klimat. Nowa Funlandia i jej surowość. Szarość i zimno. Wczytując się coraz głębiej – chłód i zapach morza czułam na każdej stronie. 

Legendy, przesądy i piękny symbolizm. Nadanie znaczenia rzeczom które wydawałoby się na co dzień są zupełnie zwyczajne. Ojcowie, synowie, córki, bracia, matki i siostry, każdy skrywa w sobie bolesną przeszłość, która ciąży choć już przeminęła.

Jeśli tak jak ja wpadacie w lekturę całym sobą, to proponuje abyście w tle podczas czytania puścili muzykę z filmu 🙂 Cudo! Tak – o tym że w oparciu o książkę powstał film, chyba nie wspomniałam. Sama ekranizacja, niestety, ale moim zdaniem nie oddaje klimatu książki i spłyca fabułę, albo po prostu mam większą wyobraźnię od reżysera 🙂 Dlatego w pierwszej kolejności przeczytajcie książkę.

Mam też cichą nadzieję, że Wydawnictwo Poznańskie zdecyduje się też wydać moje ukochane Tajemnice Brokeback Mountain, ponieważ o tym jak zostały wydane Kroniki Portowe i Drwale, też warto wspomnieć. Nigdy nie ukrywałam, że jestem okładkową sroczką, a obydwie powieści Proulx, poza wspaniała treścią, wizualnie prezentują się bardzo dobrze. 

Leave a Comment

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Not readable? Change text. captcha txt

Start typing and press Enter to search